W północnej części wyspy u podnórza wulkanicznej góry Yangminshan znajduje się niezwykły przykład lokalnej architektury sakralnej. Jest to buddyjska świątynia inkorporująca elementy taoistyczne (jak wiele świątyń na Tajwanie). Z jedną wielką różnicą: Świątynia Fu Fu Ding Shan (三芝貝殼廟) jest w całości wykonana z naturalnych muszli oraz koralowca.
Od lokalnych opiekunów świątyni dowiedziałem się, że do budowy użyto już trzynastu ton materiału zakupionego przed laty w południowo wschodniej Azji. Użycie koralowca do budowy i ozdabiania świątynia w dzisiejszych, świadomych ekologicznie czasach, wydaje się dosyć kontrowersyjne, ale nie można zaprzeczyć, że efekt wizualny jest nie do opisania. Jest to miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia.
Od małej groty do oceanicznego pałacu
Historia tego miejsca zaczęła się w Sanzhi, gdzie pierwotna Świątynia Muszelkowa była niewielka, ukryta i z czasem stała się zbyt ciasna dla rzeszy odwiedzających ją pielgrzymów i turystów. Podjęto więc ambitną decyzję o przeniesieniu bóstw do nowej, znacznie większej lokalizacji w dystrykcie Shimen (gdzie znajduje się teraz).
Budowa nowej świątyni to prawdziwy epos – trwa ona nieprzerwanie od ponad 10 lat (prace rozpoczęły się w 2013 roku) i wciąż pozostaje „projektem w toku”. Rzemieślnicy, niczym jubilerzy, ręcznie dopasowują każdy fragment rafy do struktury budynku, co sprawia, że świątynia zmienia się i pięknieje z każdym rokiem.
Tony rafy koralowej i tysiące detali
To, co najbardziej uderza po przekroczeniu progu, to skala użytych materiałów. Szacuje się, że do budowy zużyto już ponad 13 ton naturalnej rafy koralowej oraz niezliczone ilości muszli małży i ślimaków morskich. Efekt jest oszałamiający – biel koralowca kontrastuje z kolorowymi detalami morskich darów, tworząc niemal surrealistyczną, biało-pastelową scenerię.
W sercu świątyni rezydują główne bóstwa, które patronują temu morskiemu przybytkowi:
- Ji Gong (濟公): Znany jako „Szalony Mnich”, bóstwo słynące z niekonwencjonalnych metod pomagania ludziom i pogody ducha.
- Guanyin (觀音): Bogini Miłosierdzia, której obecność w otoczeniu czystego, białego koralowca nadaje wnętrzu wyjątkowej aury spokoju.
- Bóstwa Fortuny: U których wierni proszą o pomyślność w finansach i sukces w interesach.
Spacer przez koralowy labirynt
Absolutnym punktem kulminacyjnym wizyty jest tunel osiemnastu arhatów. To przejście w całości wyłożone koralowcem, które przypomina spacer po dnie oceanu.
MOJA WSKAZÓWKA:
Przez tunel należy przechodzić bardzo powoli i z dużą uważnością. Naturalna rafa koralowa jest niezwykle ostra. Wystarczy jeden gwałtowny ruch, by zahaczyć ubraniem. W środku jest jednak na tyle jasno i przestronnie, że spacer ten jest czystą przyjemnością dla oka – zwłaszcza gdy natraficie na ukryte w ścianach „studnie życzeń” w formie gigantycznych muszli.
Chwila kontemplacji przy filiżance herbaty
Po przejściu przez koralowy labirynt i złożeniu pokłonów bóstwom, świątynia oferuje coś, co pozwala w pełni poczuć jej gościnną atmosferę. Zgodnie z tajwańską tradycją dzielenia się dobrocią, na miejscu przygotowano dla gości darmową herbatę oraz wodę.
To idealny moment, aby na chwilę usiąść, odpocząć od nadmorskiego upału i w spokoju kontemplować majestat głównej sali. Siedząc z kubkiem ciepłego naparu, można z innej perspektywy przyjrzeć się precyzji, z jaką wyklejono koralowe sufity i ściany. Ta chwila wytchnienia pozwala poczuć „duchowe światło” tego miejsca i docenić trud rzemieślników, którzy od lat wznoszą to dzieło. To właśnie w takich momentach, z dala od pośpiechu, najlepiej widać, jak sacrum łączy się tu z pięknem natury.
Dlaczego warto tu zajrzeć?
Choć świątynia wciąż jest placem budowy (obecnie zwiedzać można głównie parter oraz tunel), już teraz oferuje wizualne doświadczenia, których nie znajdziecie nigdzie indziej na Tajwanie. To hołd dla cierpliwości ludzkich rąk i piękna natury, a wszystko to z widokiem na błękitne wody Wybrzeża Północnego.